sobota, 17 października 2015

Lekcja - Ju-ne x Jin Hwan (iKON)

Tytuł: Lekcja
Rodzaj: Yaoi, Fluff
Paring: Ju-ne (Jun Hoe) x Jin Hwan (iKON)
Narrator: 1-os. (Jun Hoe)
Autor: Nunu (Nuna Liu)
Uwagi: Kiczowata nazwa na zachęcenie, ok?~
Sorry za jakiekolwiek błędy w tekście, ja i ortografia to dwie dalekie sobie rzeczy.




Kim Jin Hwan.
Właściwe to PAN Kim Jin Hwan.
Inaczej nazywany jako korepetytor matmy, niezbyt mądrego licealisty, zwanego Koo Jun Hoe.
Czyli cały ja…
Ale chyba nie ma się czym chwalić…
Jak by to była moja wina że nie radzę sobie z matmą? Poległem już na polu bitwy w podstawówce, aż sam nie wiem jakim cudem udało mi się doczołgać do klasy maturalnej.
Jak to się mówi… Głupi ma zawsze szczęście? Takk, trza przyznać święta prawda.
No ale, teraz muszę nadrobić cały materiał z poprzednich klas, z efektami, co nie jest proste.
Chociaż Hwan…
Znaczy Jin Hwan…
P-A-N Kim Jin Hwan...
Zadziwiająco szybko sobie ze mną radził. Po dwóch lekcjach potrafiłem z pamięci wyrecytować tabliczkę mnożenia z pamięci, po 3 lekcji umiałem ułamki… I tak do teraz, z lekcji na lekcji, coraz więcej wiem i rozumiem. A sam NAUCZYCIEL… Zaledwie 3 lata starszy od de mnie… Nie wiem co za facet w wieku 21 lat, chciał by douczać 18-latka, za marne grosze. Ale jak by tak się przyznać, to te lekcje wcale nie są aż tak złe, nawet żałuję że taka osoba nie mogła mnie uczyć w szkole, może nie miałbym tyle problemów, co teraz. Ale nie jest źle, całkiem dobrze mieć takiego nauczyciela na wyłączność.
Ych... Takie słowa nawet w moich myślach brzmią dziwnie...
- Jun Hoe! Pan Jin Hwan przyszedł! - z zamyśleń wyrwał mnie donośny głos matki, z nutką rozbawienia. Czyżby dobry kawał na Dzień Dobry wprost od PANA Hwan? Rozprasowałem rękoma zieloną koszulę i zleciałem po schodach na parter.
- Dzień Dobry - jąłem cicho, wpatrując się w niego gdy ten wieszał swoją kurtkę  na jednym z wieszaków. Właściwe to dopiero teraz mogłem zauważyć jaki był niski. Gdy ja z łatwością mogłem zawiesić kurtkę na najwyższym wieszaku, on musiał się nieźle na ćwiczyć, aby osiągnąć cel. Całkiem możliwe że dzieliło nas jakieś 20 centymetrów wzrostu.
No ale cóż, słodycz pozostaje słodyczą…
Hoe, idioto opanuj się!
- To ja was zostawiam samych. Pracujcie ciężko!
Dziękuję mamo. Bardzo. Wiesz jak zmotywować człowieka. Taa...
Uśmiechnąłem się wręcz niezauważalnie w jej stronę i ponownie wtopiłem wzrok w mojego nauczyciela.
Yaa, to określenie jej naprawdę dołujące.
- To jak? Idziemy się uczyć? - uśmiechnął się w moją stronę, biorąc w rękę swoją teczkę.
- Chyba innego wyjścia nie ma - zaśmiałem się cicho odwracając się do niego tyłem i wzdychając ciężko, wręcz wbiegłem po schodach do swojego pokoju aby po prostu wcześniej to zacząć i skończyć.
PAN Jin Hwan od razu wygodnie usadowił się na moim łóżku. Nie wiem dlaczego, ale od pierwszej lekcji tu się uczyliśmy, nawet za pierwszym razem nie zdążyłem zaproponować biurka bo on i tak już się rozgościł na moim rozwalonym łóżku.
Ale nie, nie przeszkadza mi to...
Nawet to lubię.
- To co, może dziś twierdzenie Pitagorasa? - nie czekając na moją odpowiedź, która zresztą i tak była by również żenująca, dodał - To naprawdę nie jest trudne, a znając ciebie na następnych zajęciach będzie to miał w jednym paluszku - jedynie kiwnąłem głową i siadłem koło.
Przed de mną widniało już parę wcześniej przygotowanych kartek z zadaniami i oprócz tego coś przypominającego malutkie serduszka w samym rogu na każdej ze strony, Jin Hwan naprawdę nieraz zadziwiał. Zerknąłem na jedno z zadań…
Masakra…
Dziwniejszych zadań się nie dało?
Robienie debila przy osobie którą się polubiło, wcale nie jest fajne.
- Hoe, spokojnie. Może wygląda to skomplikowane ale zapewniam że takie nie jest. Może i nie uwierzysz, ale ja w twoim wieku też miałem problemy z matmą, a teraz jestem prawie że nauczycielem matmy - uśmiechnął się do mnie i poklepał mnie po kolanie…
Udzie…
Okej, nawet lepiej że nie zwróciłem na to większej uwagi.
- Mówi pan jak by miał już jakieś 40 lat, naprawdę - zaśmiałem się cicho, od razu zaciskając dłonie w pięście.
Potrafi się palnąć tą głupotę, potrafi.
- Mam 21 lata, niedaleko mi do 40 - zaśmiał się, kładąc swoją rękę na moje kolano. Odruchowo spojrzałem na niego. - Jun Hoe, z tego co mogłem zaważyć, jesteś bardzo bystry, nie wiem jakim cudem matma ci nie szła, jesteś naprawdę bardzo inteligenty. Materiał który miał być minimalnie na 2-3 miesiące, załapałeś w niecałe 3 lekcje, naprawdę nie rozumiem tego, dlaczego niby miał byś uważać się za głupiego i obwiniać się za coś. Nie mówię tego tylko dlatego że trzeba, mówię to dla tego że widzę w tobie potencjał który po prostu przez lata był przyćmiewany. - spojrzał tym-tym swoim wzrokiem w moje oczy.
Niby skąd miał wiedzieć że uważam się za dość głupiego i te wszystkie inne?
Przyćmiony potencjał…
Po prostu staram się, bo...
Bo...
KOO JUN HOE! BĄDŹ SILNY!
Spojrzałem na niego niepewnym wzrokiem...
- Czyli… - właściwe to nie widziałem co chciałem powiedzieć, jego słowa były… Miłe? Mobilizujące? Po prostu inne? - To… Weźmy się za tą naukę - uśmiechnąłem się lekko, zaraz zagryzając wargi.
- To tak, jak by to najprościej można wytłumaczyć... - poczułem ciepły oddech i dość słodki zapach perfum nad moim karkiem.
Starałem się nie rozpraszać słodkim zapachem i wsłuchać się w każde jego słowo, co właściwe sprawiało mi niemały trud.
- To jak wszystko jasne? - przeanalizowałem jeszcze raz jego ostatnie zdanie, czując że coś świta w moich szarych komórkach. - To teraz spróbuj to rozwiązać, - podsunął mi pod nos jedną z kartek z paroma zadaniami - a ja zaraz wrócę - wstał, z łóżka poprawiając spodnie i wyszedł z pokoju, jak by nigdy nic.
Toaleta? ...Nie, kroki po schodach.
Ya! Co on kombinuje?
Spojrzałem jeszcze raz na zadania i odruchowo je wykonałem, zawsze musiałem coś robić gdy byłem w pewnym sensie zdenerwowany.
Przez to wszystko nawet nie zaważyłem kiedy wrócił i ponownie nachylał się nad de mną.
- Jun Hoe… Nie chcę cię martwić… Ale… Wszystko jest dobrze - uśmiechnął się w moją stronę, obejmując mnie ramieniem.
Nawet nie miałem chęci, myśleć po co poszedł na du…
Gdzie była moja matka…
YAA!! JUN HOE!!
- Hoe, jesteś dziś chyba trochę zmęczony, co? - zaśmiał się w moją stronę.
- Troszeczkę - opowiedziałem bez większego zainteresowania, spoglądają kątem oka na jego dłoń spoczywającą na moim ramieniu.
- Jako że naprawdę dobrze sobie dziś poradziłeś, skończymy dziś wcześniej. - puścił moje ramię i pozbierał się z łóżka - Aaa i nie przestrasz się jeśli jutro też cię odwiedzę - zaśmiał się, szybko zbierając wszystkie kartki z łóżka i bez słowa pożegna po prostu wyszedł.
Mama wkopała mnie w kolejne lekcje matmy, tak? I do tego w sobotę?
Dziękuję.
Usłyszałem trzask frontowych drzwi.
No ok, czyli teraz tylko pozostaje mi podziękować. Rozłożyłem się z lekkim hukiem na łóżku, jak zawsze musiałem przywalić głową w ramę łóżka.
Chociaż, kolejna lekcja z PANEM Jin Hwan’em… Hmm… Może jakoś przeżyjemy.
Uśmiechnąłem się sam do siebie, wtulając się w poduszkę na której dalej ciążył zapach jego dziwnie słodkich perfum. Przymykając oczy, wyobraźnia zaczęła mi płatać figle… On, objął mnie w pasie i składał na moim karku powolne ale za to pełen pasji pocałunki, cały czas lekko uciskając moje udo w pewnym rytmie. Mruczałem mu wprost do ucha, odpowiadając co chwilę na jego pieszczoty.
Czułem jego...
Zerwałem się z łóżka, obmacałem swoje ciało, sprawdzając czy każdy ciuch pozostał na swoim miejscu.
Uff, na szczęście to tylko sen.
Ja i chłopak??
Ja i Jin Hwan??!
Nie umiem opowiedzieć na to pytanie, było.. jest… za trudne, za trudne.
Ale... Nie...
Na pewno nie...
Zmierzwiłem włosy ręką, przy czym pozbyłem się paru włosów z cebulkami. Syknąłem cicho, ponownie opadając na łóżko.
Dlaczego moje sny muszą być aż tak realne?
Mało zabawne, mało…
- HOE DEBILU, OPANUJ SIĘ! - nieraz tylko krzyczenie do siebie, dawało rade pomóc. - Spać, spać… To to… - wiązłem parę głębokich oddechów i wtuliłem się w poduszkę, okrywając się ciepłą pościelą.
Zamknąłem oczy i próbowałem skupić się na zaśnięciu. O dziwo sen przyszedł bardzo szybko. Zupełnie nic mi się nie śniło, po prostu sama przyjemna czerń.
- Koo Jun Ho! Nie będziesz spał całą wieczność! Zaraz pan Jin Hwan, przyjdzie! Wstawaj! - otworzyłem powoli oczy, kto inny jak nie mama. Podniosłem się do siadu, spoglądając na nią zaspanym wzrokiem. - Nawet w ciuchach spałeś? Hoe... Ech, dobra. Śniadanie czeka na dole. Pan Jin Hwan przyjdzie za 30 minut, a ja muszę wyjść. Poradzicie sobie? - jak zawsze ucałowała mnie w czoło.
- Ychm - mruknąłem, wycierając szminkę rękawem z czoła.
Zwlokłem się z łóżka, powoli wracając do żywych. Słowa mojej mamy docierały do mnie punktowo, ale jednak…
Pan Jin Hwan.
Za pół godziny.
Mamy nie ma.
Czekaj… CO?!
Zabrałem pierwszą lepszą bieliznę i jakieś ciuchy z szuflady i w szybkim tempie je zmieniłem. Zaraz po tym zleciałem do kuchni gdzie czekało na mnie śniadanie. Siadłem na jednym z krzeseł, przysunąłem do siebie talerz. Jednak coś mnie obrzydzało. Byłem cholernie podenerwowany. Ja sam na sam z Jin Hwan’em, po tym co mi się śniło? Kręcenie się na krześle na pewno nie pomoże. Wziąłem łyk kawy i wstałem od stołu.
- To teraz… - przerwał mi dźwięk dzwonka.
Przełknąłem głośno ślinę, poprawiłem koszulkę i ruszyłem do drzwi. Nacisnąłem niepewnie klamkę, przede mną staną jak zawsze uśmiechnięty Jin Hwan.
- Cześć Hoe. Przepraszam że trochę za wcześnie, ale tak jakoś wyszło. Mogę wejść?
- Dzień Dobry. Nie nic się nie stało… Proszę… - odsunąłem się od drzwi, wpuszczając go do środka. Co dziwne nie miał swojej torby. Spojrzałem na niego podejrzliwe, próbując ukryć moje małe zakłopotanie.
- Spokojnie, nic złego nie planuję. Ubieraj buty, idziemy na lekcje w plenerze - zaśmiał się widząc moją, zapewne głupią minę.
- Plenerze? Co? Ale… Hyu-uung… Jak lekcje w plenerze? - wyjąkałem, nie będąc pewny czy jesteśmy na takim stopniu znajomości, aby mówić Hyung… Aś, mogłem nie mówić…
- Nie rób takiej miny, urok ci odbiera, - zaśmiał się - zabiorę cię na lody, ale weź mi się tu uśmiechnij, hmm?
Popatrzyłem na niego niepewnie i leciutko wykrzywiłem kąciki ust.
Chciał uśmiech? To ma…
Jakiś na pewno…
- Hyung... - tak, znów to powtórzyłem, matko Hoe, no - Jeśli mamy teraz iść, to musisz mi coś zdradzić… - nie mów tego, nie mów tego debcu - ...nie śmierdzę, chyba? - powiedziałam, zabić siebie samego to za mało…
- Koo Jun Hoe… Hmm… - przybliżył się do mnie, stając na palcach, po czym zrobił skwaszoną minę, którą udało mi się zobaczyć kontem oka.
- I jak? My nastolatkowie, podobno śmierdzimy.
Zapamiętać wieczorem skreślić i wykonać punkt z listy - zabić Koo Jun Hoe.
- Jeśli wy, nastolatkowie śmierdzicie, to trza przyznać że jesteś wyjątkowy, - zaśmiał się, odsuwając się od de mnie znacząco i spojrzał na mnie - bo cholernie dobrze pachniesz.
Nie, wcale nie stanąłem jak kołek.
Nie wcale nie poczułem wypieków na twarzy.
Cholera.
Podrapałem się po głowie, i wskazałem szybko ręką na schody.
- To ja ten, pójdę tylko założyć buty - bez żadnego ociągania, wbiegłem po schodach, wpadając do mojego pokoju jak burza. Ubrałem czerwone trampki, sprawdzając 3 razy czy dobrze je zasznurowałem… Gorsze od tych wypieków, było by tylko wywrócenie się na jego oczach jak jakieś dziecko skaczące po schodach.
Zleciałem szybko po schodach, omijając wszystkie lustra, o dziwo nie wywalając się.
Nie, nie na takiego Jun Hoe lepiej nie patrzeć.
Stanem wprost przed Jin Hwan’em.
- To co idziemy?
- Ychm. - wyszedłem za nim z domu, zamykając drzwi na klucz. Ych… Park, park… To parę minut drogi… - Proszę Pana to jak będzie wyglądać ta lekcja? - wydukałem niechętnie, spoglądając na ludzi który się na nas dość podejrzanie patrzyli...HALO, TO NIE RANDKA!!
- Jun Hoe, nie mów do mnie Pan, szczególnie gdy są inne warunki naukowe - zaśmiał się, jak by opowiedział jakiegoś dobrego suchara… Ups… Jak będę starszy, to zrozumiem? - Hmm… Mam być szczery?
- Ym… No tak... - Szczery? Niby co to ma znaczyć? Ych… Nie, nie… Ten sen, był jakąś cholerną przepowiednią? Spojrzałem odruchowo na chodnik, próbując uspokoić wyraz twarzy, jak i samego siebie.
- Jesteś strasznie blady! Uznałem że muszę cię wyciągnąć z domu. - uśmiechnął się do mnie, biorąc mnie pod ramię.
- Ale… - nie protestowałem jego dotykowi, ale te słowa… Dlaczego on to robi??
- No co?
- Nie nic… Dziękuję… - uśmiech sam z siebie namalował mi się na twarzy.
Przemierzaliśmy powoli ulicę w ciszy, co chwilę spoglądałem kątem oka na cały czas uśmiechniętą twarz starszego.
 - Hyung, że cię tak spytam... Co ty tak w ogóle robisz? - zapytałem nieśmiało, próbują przerwać dość niezręczną ciszę.
- Ja? - starszy zamilkł na chwilę - Hmm... Właściwe to niczym ciekawym, rankami i wieczorami pomagam rodzicom w kawiarence, a popołudniami douczam matmy, ale to już wiesz - uśmiechnął się miło w moją stronę.
- Ach - mruknąłem cicho.
Ten chłopak... Ta osoba...
Ta osoba która sama w sobie jest...
JUN HOE!
- To tu - z mojej małej bity w głowie, wyrwał mnie głos starszego - kawiarenka moich rodziców, pozwolisz że na chwilę wstąpię.
- Poczekam tu - odpowiedziałem odruchowo, sztucznie się uśmiechając. Oparłem się o drewniany płotek, próbując skupić się na opanowaniu całego siebie, W końcu to nie możliwe iż podoba mi się Jin Hwan, po prostu nie możliwe...
Patrzyłem na jego sylwetkę znikającą za drewnianymi drzwiami...
Ech, chyba jestem zbyt głupi na to wszystko. Spuściłem głowę skupiając wzrok na brudnych czubkach moich tenisówek. Czy jest coś gorszego niż nie rozumieć swoich uczuć?
- Jun Hoe, coś się stało? - przed de mną pojawił się starszy ze zmartwioną miną.
- Nie, nie, po prostu się zamyśliłem - spojrzałem na niego z grymasem który powinien przypominać chodź trochę zarys uśmiechu.
- Widzę że coś jest nie tak, ale również coś czuję iż i tak nic mi nie powiesz - chwycił niepewne za moją dłoń, pociągając mnie lekko za sobą. Przełknąłem głośno ślinę i dorównałem krokiem starszemu. - Pamiętaj że zawsze możesz na mnie liczyć i wszystko powiedzieć - zagryzłem wargi i oddałem uścisk jego dłoni, lekko muskając jego skórę kciukiem.
Było by fajnie jeśli mógł bym ci o wszystkim powiedzieć...
Huśtawka emocjonalna niczym u jakiejś nastolatki, zawsze o tym marzyłem.
W końcu co może być lepszego od... zakochania się w facecie? Mieć z nim dziwne sny? Wąchać po nim poduszki? Marzenie przecież, nie jedna o tym marzy...
KOO JUN HOE!
Zatrzymałem się parę kroków przed chłopakiem, chyba troszeczkę się zapędziłem z tego wszystkiego. Starszy się tylko zaśmiał i puścił moją dłoń.
- Chyba się nieźle zamyśliłeś, ale już jesteśmy więc nie powinieneś teraz nikogo zadeptać - wykrzywiłem usta w uśmiechu, spoglądając na mały łaciaty kocyk rozłożony na trawie.
- Hyung...
- Tak? Mówiłem ci że jesteś strasznie blady, nie? Więc postanowiłem cię zabrać na zewnątrz. - zaśmiał się rozsiadając się na kocu, poklepując miejsce koło siebie.
Siadłem koło niego, zaciskając dłonie na kolanach.
- Hoe... Jesteś pewien że nie chce mi nic powiedzieć? - położył swoją zgrabną dłoń na mojej, lekko ją gładząc.
- Nie... raczej nie... po prostu to miłe z twojej strony - wbiłem wzrok w jego dłoń, głośno przełykając ślinę.
- Hoe... - Jin Hwan złapał mnie lekko za podbródek, każąc mi spoglądać w swoje oczy - nie wierzę ci... - Spojrzałem zgubionym wzrokiem w jego oczy - Hoe, po prostu martwię się o ciebie - po tych słowach czułem jak by moje serce chciało wyskoczyć.
Powiem.
Po prostu powiem.
Najwyżej tak się skończy nieudane życie mało znanego Koo Jun Hoe.
- Po prostu jest osoba która mi się podoba - spojrzałem prosto w jego oczy, zaraz spuszczając wzrok, uwalniając się z uścisku mojego podbródka - taka osoba, starsza od de mnie, miła i troszcząca się, ładnie pachnie i w ogóle - wbiłem paznokcie w materiał moich spodni, strącając jego dłoń - wiem że nie powinienem, głupie uczucia... Po prostu przepraszam - na moich ustach poczułem słoną łzę.
Tak Hoe rycz, rycz, tego tu tylko brak.
Naprawdę to uczucie jest okropne, niczym ktoś próbował powoli kawałek po kawałku obrywać mnie ze skóry.
Poczułem na swoim ramieniu rękę która przycisnęła mnie do drobnego ciała starszego. Drugą zaś otarł moje policzki z łez.
- Junie, popatrz na mnie - spojrzałem niepewnie na na twarz starszego, na której był wymalowany spokój - wiesz co? Znam taką uroczą osobę, która mimo postury wielkiego chłopa jest naprawdę łagodny, bardzo miły i coś czuję że trochę zamknięta w sobie - przerwał na chwilę, skupiając swój wzrok na moich oczach - i cóż... co mogę poradzić, że ten chłopak mi się podoba?
- Jin Hwan... - wymamrotałem jego imię imię bez zastanowienia.
Te słowa...
Czy on właśnie to powiedział?
Wtuliłem się w jego jeszcze bardziej w jego ciało.
- Nie płacz, proszę. Wyglądasz jak takie wielkie bubu - ucałował mnie w czoło, ponownie ocierając moją twarz z łez.
- Przepraszam - zaśmiałem się cicho przez łzy, spoglądając w jego oczy.
Jak zawsze są przepełnione tym samym uśmiechem.
Zbliżyłem się do jego ust.
Ten tylko z uśmiechem na twarzy musnął moje słone usta od płaczu i pogładził mnie po włosach.


niedziela, 11 października 2015

Witam.

Dobry.
Z tej strony Nuna/Nunu/Nunuś czy po prostu jak ktoś chce Paulina.
Właściwe to już nie wiem który to blog z kolei, lepiej nawet nie liczyć, bo każdy jak dla mnie był niewypałem. Szczególnie iż wreszcie w domenie jest moje przezwisko dla szpanu.
Co do tego bloga mam trochę inne plany niż dotychczas, po porostu nie mam zamiaru zmuszać się do pisania więc opowiadania mogą się pojawiać raz na tydzień, miesiąc czy rok. Co do rodzajów moich opowiadań, jak sama nazwa sugeruje będą to ff z gwiazdkami k-pop'u. Zazwyczaj piszę różnego rodzaju yaoi (nie, nie sam seks, ok?) więc zapewne będzie tu tego najwięcej ale również nie pogardzę dodaniem jakiejś dobrej komedii, opowiadania hetero, może nawet jakiegoś lekkiego yuri, po prostu będę dodawać to, co moim zdaniem będzie dobre i wartę chociażby przeczytania paru zdań. Obecnie kończę jedno opowiadania, które myślę iż fajnie będę "otwierać" tego bloga i mam nadzieje że się wam spodoba zresztą jak i reszta jeszcze nie napisanych opowiadań.~
Odmeldowuje się, do zobaczenia. c: